| DOPEARTS.REPUBLIKA.PL dopeblog 01.04.2001 - 29.04.2001 |
archiwum dzis contact |
29 04 2001 "Samo uprzedmiotowienie czlowieka osiagnelo taki poziom, ze mozemy doswiadczyc wlasnego zniszczenia jako pierwszorzednej przyjemnosci estetycznej" Walter Benjamin 28 04 2001 wynikiem wczoranszego dnia jest 9 ran na prawej dloni, nadwyrezone sciegno lewej reki, trzy rany na prawej nodze, bol glowy, jeden uratowany pies i glupi usmiech na mysl o wczoranszym dniu .... nie moge napisac co robilem, bo wiekszosc raczej by tego nie przelknela ale zawsze mozecie snuc domysly ... mala podpowiedz: zero przemocy i dzis juz jest cicho... to byl hepening przeciw bezsensownemu halasowi takie dni jak wczoraj, kiedys byly permamentne jednak z wiekiem i ilosc rozrywek mozliwych do wykonania spada, ratuje czasem czastke dziecinstwa robiac glupoty, jedni uwarzaja to za skandal ja uwarzam, ze poprostu czlowiek musi, powinien, nie mozna caly czas dusic w sobie pragnien, szalenstwa, zabawy oczywiscie nie mozna nikomu robic krzywdy, ale jaja musza byc... konserwatywnym ludziom mowie dzis precz! lubie ryzyko - zawsze je lubilem, to chyba jedyna rzecz w zyciu ktora sprawia, ze naprawde sie je czuje, nie jestem jakims przesadnym exr emista w tych sprawach ale czasem to robie. jadac samochodem zdarzaja sie sytuacje niebezpieczne, wtedy wokol mnie pojawia sie nieopisany spokoj, pelna koncentracja, opanowanie, czas zwalnia w niesamowity sposob jakby nagle wzroslo odswierzanie w mozgu swiata naokolo mnie, adrenalina skacze i czuje sie wspaniale, ciezko to z czymkolwiek porownac, czuje jak wszystko sie wokol zmienia i staje sie tego czescia wyginajac rzeczywistosc (matrix), gdy juz jest po wszystkim czuje sie naprawde szczesliwy, ze zyje, ze nie umarlem, ze zrobilem cos wielkiego, cos czego inni nie potrafia, jakbym wywalczyl zloty medal na olimpiadzie... to wspaniale uczucie moc stac nad krawedzia zycia, nieskonczonosci, nigdy jednak nie mialem uczucia, ze cale zycie przelatuje mi przed oczami, moze to przez te cholerna trzezwosc umyslu albo wrecz odwrotnie, ktos moze spytac "czy warto?", warto czego? zycia? to jest zycie... 27 04 2001 zwykly dzien, zwykly rower, zwykla droga, zwykla pogoda, zwykly kapec, zwykle ognisko, zwykly alkohol, zwykla rozmowa, zwykla przygoda, zwykle zycie, niezwykla przyjemnosc... na wakacjach `00 bedac Gorzowie Wielkopolskim poznalem niezwykla dziewczyne, nie pamietam (to zalosne) nawet jej imienia, nie dala adresu, nie dalem adresu, nie potrzebowalismy tego, nie bylo na to czasu, po jednym pivie i 2h rozmowy, dalismy sobie buzi i stwierdzilismy, ze jesli jeszcze raz sie spotkamy to bedziemy na zawsze razem, chyba widzialem to juz w jakims filmie... moze chociaz bym na faktach... ech gdzie jestes... 26 04 2001 25 04 2001 spotkalem pewna osobe z dawnych lat, moja nauczycielke, zawsze ja bardzo lubilem, lubilem z nia prowadzic konwersacje, w sumie to ona niezbyt miala z kim gadac na tych lekcjach, chcialbym chociaz na jeden dzien cofnac sie do liceum, fajnie bylo, cos sie dzialo, sadzilem, ze tego nie lubilem ... mlody glupi... wspaniala pogoda za oknem, wspaniala wiosna, wspaniale zycie, wspanialy swiat, tylko za duzo w nim TYCH ludzi... chyba mam jakies wirusy bo komputer przestaje mnie sluchac...ktorys z 15206 plikow jest ta czarna owca kilka tygodni temu mialem skopac dzialke tzn tylko miedzy truskawkami, ale spadl deszcz i tak to sie ciagnie do dzis, ale dzis ja skopie, chocby lalo, chocby wialo, chocby nie bylo jutro swiata, chocby dla przyjemnosci poprzebywania na niej... laska niewidomego badam swiat laska jest niestety nisko i czasem palne sie w leb 24 04 2001 wreszcie zrobiela sie pogoda pozwalajaca na kontemplacje na lonie przyrody, chodzilem sobie z kolesiem po miescie i nad zalewem, spotkalem kilku znajomych i znalazlem paczke papierosow, bylo niezle. Jak bylem nad zalewem jakiejs dziewczynce do wody wpadla kurtka, zaczela krzyczec "ratunku", "pomocy" a tam bylo 30 cm wody, to bylo zabawne... jak dotarlismy do naszej betonowej oazy czarny kot przeszedl nam droge, gnoj tak mnie wkrecil, ze czekalismy 5 min az ktos inny przejdzie tamtedy, a przeciez Ja nie jestem przesadny, nie moge byc mieszkajac pod podwojnym pechem... 23 04 2001 na moim biorku znajduja sie 24 kompakty bez pudelek, 6 z pudelkami, 3 pudelka, jedno pudelko na HDD, 2 notesy, jeden glosnik, dwa telefony,jeden pilot od tv, dwie gazety, dwie ksiazki, jedna okladka, jeden zeszyt, dwa slowniki, jeden zestaw pismienniczy, jeden kupon lotto wyslany 13.12.96 jeszcze za 1.46 zl, 38 kartek z jakims txt, jedna podkladka na telefon, dwie srubki, i kubek z zimna herbata... jest jeszcze duzo miejsca na duzo spraw... tak wlasnie uzytkuje sie 2m kw :-} mam dziwne uczucie, ze robilem juz wszystko co tylko moglem a reszte rzeczy, ktorych nie robilem moge zrobic tylko poprzez ciezka prace i wiele poswiecen... moze lepiej przezyc zycie z tym bagazem co juz mam, moze, a moze nie, moze "jutro znow pojdziemy na calosc", moze... tylko niech przestanie padac, nielubie jak pada... niech swieci slonce, dla mnie i dla innych, niech nie pada... zycze wszystkim duzo slonca, moze oprocz tych co nie moga, co wola zeby padalo, d la ni ch i tak nie liczy sie to co sie tu dzieje... zawsze lubilem temat UFO - nigdy nie wierzylem, ze w Roswell rozbilo sie cos z innej planety tylko dlatego, ze za malo wiem na ten temat, to co mowia ci, ktorzy w to wierza przesadzaja, a ci, ktorzy wiedza co wydarzylo sie naprawde albo klamia albo nikt im nie wierzy bo maja zbyt proste odpowiedzi. widzialem kilka programow popularnonaukowych z, ktorych wynika, ze nie mozna odrzucic czegos takiego jak ufo, jednak wiele z tzw dowodow to zwykly przypadek (fale elektromagnetyczne pod liniami wysokiego napiecia moga wywolywac pewien rodzaj halucynacji) lub zjawiska przyrody; nad uskokami tektonicznymi czesto mozna zaobserwowac swiatla, ktore powstaja przez wydzielanie sie energii podczas miazdzenia skal (widzialem experyment w, ktorym dwie kostki cukru pod wplywem zgniatania emitowaly swiatlo). w roswell chyba naprawde rozbil sie balon poniewaz jest to cenrum badan nad balonami, wzgorze 611 w rosji to takie ruskie roswell, rosja nie chce nic na ten temat powie dziec, trzymaja czesci jakiegos wraku w moskwie i wmawiaja ludziom, ze to zbadali i faktycznie to ufo jednak nie pokaza probek. wszechswiat to cos czego czlowiek nie jest w stanie nigdy ogarnac rozumem, czy istnieje inne zycie gdzies daleko? - napewno, czy przylatuja na ziemie i Erich Von Daniken ma racje? - niewiem - ale wcale im sie nie dziwie, ze nie nawiazuja z nami kontaktu, ludzie narazie nie potrafia zyc razem na jednej planecie, wyzsze formy inteligencji traktuja ludzi jak my mrowki lub delfiny. jakbym byl kosmita (a czasem tak sie czuje) spytalbym sie ziemian: jak wyobrazacie sobie wspolne zycie z innymi formami zycia skoro nie potraficie stolerowac takich samych jak wy ? rasizm, wojny religijne, brak porozumienia, odrzucanie podstawowych praw przyrody dla zaspokojenia egoistycznych rzadz - przeciez my (mam nadzieje, ze narazie) nie nadajemy sie do zycia w kosmosie jako rownouprawnieni. polecam "Dzienniki gwiazdowe" opowiadanie: "podroz osma" Stanislawa Lema, nie sposob sie z tym nie zgodzic.. 22 04 2001 ostatnie dni mialy mi dostarczyc niezapomnianych wrazen rajdowych, jednak z wielu przyczyn nie bylem w stanie prawie nic zobaczyc... kiedys zrobilbym duzo wiecej aby zobaczyc rajd, teraz jakos ostyglem, tzn dalej to moj ulubiony sport, marzenie zycia - kiedys wystartowac, ale nie az tak plomiennie, mlodzienczo i entuzjastycznie, jak kiedys. ale i tak kiedys wystartuje... pogoda wrecz angielska, mgla, deszcz i zimno, jakbym mieszkal gdzies gdzie jest cieplo, slonecznie moglbym byc zupelnie innym czlowiekiem, to wlasnie w taka pogode czlowiek nie ma na nic ochoty, kontakty z ludzmi sa utrudnione, perspektywy drastycznie sie kurcza, a w glowie "wywiad z wampirem"... kilka tysiecy mysli kotluje sie w mojej glowie, dotycza przeszlosci, przyszlosci, terazniejszosci, wielkie przemyslenia nad wlasna egzystencja, wielkie plany na przyszlosc, chcialbym mieszkac w gorach, nad wielkiej gorze, mial bym p ojdazd z setka zakretow gdzie szlifowalbym za kazdym razem kunszt kierowania, domek w, ktorym z najnizszego pietra nie widac ani jednej budowli, ani jednego komina, ani jednej ludzkiej rzeczy, ktora kiedykolwiek moglaby stac sie potencjalnym problemem, cieplo rodzinne i te rozmowy na temat koloru serwetek do kolacji, spotkania ze znajomymi, ktorzy chetnie zapominaliby o tym co tam w dole... i tak moglbym sobie zyc... ale czasem trzeba sie urwac z raju, chcialbym aby za najwieksza gora bylo najwieksze miasto, jezdzilbym do niego, pracowalbym w nim ale to nie bylby moj dom, moj dom bylby na mojej gorze, za moimi zakretami, bez ich problemow... 20 04 2001 dzisiejszy dzien byl totalna porazaka. juz o godz 8:00 obudzily mnie te cholerne dzwony, nienawidze tych dzwonow, bija glosno i chaotycznie, pozniej mialem jechac na rajd ale, poprzez brak informacji plany wziely w leb, nie ma dzis rajdu. chcialem pojechac gdzies na rowerze ale zaczal padac deszcz, zostal mi juz tylko komputer, ale i on odmowil mi posluszenstwa, do tego mam wielkiego kaca i najgorsze jest to dzis jest weekend, chyba wroce do zrodel, poczytam ksiazke i zaplanuje jutro... jutro rajd... 19 04 2001 a wiec skoro nie zaczyna sie zdania od "a wiec" ... no wiec wczoraj zaczelismy impreze w knajpie, pare piv i trzeba bylo wyjsc bo zamykali, nie chcac wyrzadzic trwalych szkod na psychyce kolesia, ktory wczoraj wyszedl do ukochanego cywila postanowilismy wyruszyc na "szlak". Kierunkiem docelowym byl monopolowy na drugim koncu miasta, po wypiciu kolejnej dawki alkoholu dokupilismy jeszcze jedna butelke i udalismy sie w strone okolic wlasnych domostw, po drodze postanowilismy odwiedzic jego stare miejsce kazni gdzie odbywal praktyki w szkole zawodowej - piekarnie - w piekarni nie bylo zywego ducha oprocz jednego trupa, ktory byl tak skonczony, ze nie byl w stanie wykrztusic z siebie zadnej samogloski, "poczestowalismy" sie jakims dlugim pieczywem i udalismy sie dalej. Stacja benzynowa to najpewniejsze zrodlo alkoholu nad ranem, tym razem rowniez bylo niezawodne, wypilismy po pivie i nalewke udalismy sie do niego po cash, bo ubzdural sobie , ze pojedziemy do naszej malej bylej stolicy regionu po jakis ciuch. Po drodze do reala zjedlismy sniadanie skladajace sie z bulek i mleka, wyczarowalismy spodnie i wypilismy kolejna dafke alkoholu. W realu w sumie bylo cool, przesluchalem sobie najnowsza plyte U2 (jest spox), i kupilismy okulary przeciwsloneczne. Dwie godziny spedzone na lafce pozwolily przypomniec sobie zapomniane historie z przed kilku lat, czasami trudno w to wszystko uwierzyc, naprawde mialem dziwne przygody. Czasami kiedy mysle o przeszlosci, probuje przypomniec sobie to kim bylem, co spowodowalo, ze sie zmienilem, zrobilem naprawde w zyciu wiele glupstw, niczego nie zaluje, zaluje jedynie kilku rzeczy, ktorych nie zrobilem, zaluje, ze nie zwiazalem sie z kims, zaluje, ze nie bylem tam, zaluje, ze tu jestem, zaluje, ze tu bede. Pozniej to bylo dopiero bardzo dziwnie, chcielismy jak za starych dobrych czasow pojsc na stopa, no i poszlismy. Gosc sobie wymyslil zebym stal 50 m dalej i tam lapal stopa (uwazal, ze tak bedzie latwiej). Wszyscy k ierowczy wrecz omijali nas. Nic nie zlapalismy. Rozbawiony do lez podszedlem do niego i od razu ktos sie zatrzymal, On (kierowca) tez uwazal, ze jak stalem tam dalej to wygladalo jakbysmy cos kombinowali i w zyciu by sie nie zatrzymal. Byla jeszcze jedna sprawa : przed ta cala wycieczka o godz 06:00 zadzwonilem do jego sasiadki i chcialem jej zyczyc milego dnia, jednak cos mnie oniesmielilo i nie moglem wyksztusic slowa, szkoda bo sasiadka jest bardzo mila, ladna, sympatyczna i wogole super z niej dziewczyna... a wogole po polsku zycze milego dnia nie brzmi tak optymistycznie i milo jak po angielsku, no wiecie... teraz jest 15:00 i wreszcie dotykam klawiatury ... co zreszta widac....... plany sa rozne i bardzo dziwne, ciekawe co z tego wyjdzie, gdzie ty sie biedaku dzis znajdziesz? wogole to jak cale dwa miesiace nic nie robilem tak teraz nie mam zbytnio na nic czasu, czeka mnie pare imprez, miedzy innymi przysiega, rajd elmot, swiniobicie, operacja i moze jakas fucha, ostatecznie planuje wyemig rowac ale nie wiem czy sil mi starczy i odwagi....... kocham ta moja niepewna przyszlosc, ale nie zawsze..... uwielbiam niespodziewane niepodzianki...ale tylko te przyjemne ;-) dzis dzien wspomnien, staram sie nie zyc przeszloscia, patrzyc w przyszlosc, kiedys jednak bylo to latwiejsze, mialem tyle marzen, ambicji, planow i pomyslow, wszystko to jest nadal wemnie jednak teraz wiem, ze pewne rzeczy nigdy sie nie spelnia, rzeczywistosc boli, chwala mlodym, nieskazonym, nieswiadomym, tym, ktorzy wierza tak gleboko, ze nawet jesli marzenie sie nie spelni niedopuszcza do siebie mysli o przegranej. nie ma przegranych ludzi, moi rodzice, ich rodzice, sasiedzi, kuzyni sasiadow, siostra expedientki - wszyscy i tak inaczej to sobie wyobrazali, nikt nie wiedzial, ze to sie tak skonczy, dokonujac miliony wyborow otaczamy sie w petla marzen, w srodku zostaje marna rzeczywistosc... dlaczego ludzie sie odurzaja? dlatego zeby nie czuc bolu, dlatego, zeby poznac nowe rzeczywistosci, dlatego by z apomniec, dlatego by pamietac, dlatego zeby byc "wyluzowanym". Zabrzmi to dziwnie ale jedyna szansa jest legalizacja marijuany dlatego, ze i tak wszyscy pala (1/5 spoleczenstwa to juz wielkie grono wyborcow), dlatego, ze powinno sie edukowac mlodziez, zeby wiedzieli o co chodzi i jak z ty postepowac, ale przede wszystkim dlatego, ze naprawde ludzie palacy to 'swinstwo' sa bardziej pokojowi i tolerancyjni, po drugie nie rozumiem jak w jednej czesci naszej planety cos moze byc legalne, a naprawde kilka kilometrow dalej za to mozna isc do wiezienia na dlugie lata. Zastanawia mnie jedna kwestja - jak ktos z Watykanu pojedzie do Holandii na wycieczke i zapali, to czy bedzie potepiony... przeciez to bez sensu, bo wg. prawa nic zlego nie zrobil, wiec w oczach Boga nie jest grzesznikiem, a po trzecie to "ludzie to nie wiedza jakie sily rzemia w naturze" abusus non tollit usum - naduzycie nie niweczy prawa do wlasciwego uzycia wiecej na ten temat 18 04 2001 Nie pamietam kiedy ostatnio tak spalem, prawdziwe niemowle, bo obudzenieu czulem sie wspaniale, tak jakbym wyladowal przed chwila na ziemi i jeszcze nie wiedzial co tu sie dzieje, zadnych problemow, przemyslen, spraw nierozwiazanych, i szczesliwy z nadzieja, ze jutro obudze sie tak samo. zyczylbym kazdemu takich porankow (swoja droga byla 11:30). Dzis mnie czeka dieta oparta na firmie Kim Lan wiec rewolucja zoladkowa niewykluczona, pozatym dzien zapowiada sie wyjatkowo sympatycznie. ciekawe co/kto/kiedy/jak/po co mi ten dzien dzis spieprzy... Miedzy nami nic nie bylo! Zadnych zwierzen, wyznan zadnych. nic nas z soba nie laczył - Procz wiosennych marzen zdradnych; Procz tych woni, barw i blaskow Unoszacych sie w przestrzeni, Procz szumiacych spiewem laskow I tej swiezej lak zieleni! Procz tych kaskad i potokow Zraszajacych kazdy parow, Procz girlandy tecz, obłokow, Procz natury słodkich czarow; Procz tych wspolnych, jasnych zdrojow, Z ktorych serce zachwyt pilo, Procz pierwiosnkow i powojow, Miedzy nami nic nie bylo! koles dzisiaj wyszedl do cywila wiec zapowiada sie bardzo, bardzo, bardzo alkoholowy wieczor... 17 04 2001 :::01:43::: moj brat staje sie nerwowy, chyba przycisze muzyke... hehe. co za konserwatysta.... :::T+12h::: tak, wczoraj bylem odurzony. fajnie bylo... i nie do konca mi przeszlo... tez wam sie obraz zamazuje? :::robi sie w sam raz::: nie lubie miec kaca, nic nie chce mi sie robic, nawet pisac. to czemu pisze? bo mi to sprawia przyjemnosc, moze jak sie tego pozbede bedzie mi lepiej, a moze nie mam teraz nic lepszego do roboty :::juz prawie::: czuje sie jakbym mial cialo z wodorostow, zoladek jak wysypisko na, ktore woza smieci z nowego orleanu, oczy po akupunkturze ale takiej extra z doplata, kregoslup jak resor jednak maksymalnie zuzyty, otoczenie, ta cisza spowodowana brakiem karty powoduje, ze pokoj maleje tak bardzo, ze to on wemnie siedzi, czuje jakbym mial dziesiec palcow u jednej reki, strasznie ciezko wybrac, ktorym wlasnie uderzyc. najgorsze/najlepsze jest to, ze musze wyjsc z domu, zaplacic rachunki (niezle lądowanie po swietach), odwiedzic kolesia, ktoremu jestem winiem szmal za chwile zapomnienia, kiedy wciaz mi bylo malo, odwiedzic kolesia innego, pojsc do babci przywitac sie po swietach, i najwazniejsze kupic mamie cos, ma dzis urodziny a ja nawet nie mam pojecia, ktore - ale ze mnie syn. :::juz::: czuje sie tak do dupy, ze wyjscie z domu i zalatwienie tego wszystkiego to nielada wyzwanie... :::po wszystkim::: i tak bylo inaczej niz planowalem, po wielu dziwnych przygodach wyladowalem w takiej knajpce na wsi, okolo 10 km od miejsca stalej dyslokacji, byla poprostu cudowna, zrobiona z altanki, cala zdrewna, na zewnatrz grill, male kamienne oczko z woda, jakies plotki i naprawde na uboczu. Przyszlismy tam wlasciwie nie do samej knajpy ale do syna wlasciciela, ktory stal za barem, "oczywiscie jest syn, zaraz go zawolam" i poszedl po niego do domu - u mnie w miescie to nie do pomyslenia, zaraz wszyscy by zaczeli krasc, a tu gosc zostawia knajpke w, ktorej oprocz nas bylo jeszcze trzech tubylcow... wspaniale miejsce... cisza spokoj i pivo po 2,50 zl - amazing :::pyk::: 16 04 2001 smingus dyngus a ja nawet nie mam mokrych mysli this world rejects me this world threw me away this world never gave me a chance this world's gonna have to pay i don't believe in your institutions i did what you wanted me to like cancer in the system i've got a little suprise for you something inside of me has opened up its eyes why did you put it there did you not realize this thing inside of me it screams the loudest sound sometimes i think i could burn coz za bol w sercu - musialem pozyczyc karte muzyczna kolesiowi i zostalem na swieta bez muzyki... jest jeszcze tv - teledyski - wole sobie wlasne wyobrazic... tak wogole to jestem dzwiekoholikiem, podobno w ciszy czlowiek szybciej moze zwariowac wiec przynajmniej w pewien sposob walcze o swoja normalnosc, ktora ... wy tez? 15 04 2001 punktem honoru dzisiejszego dnia bylo zjesc barszcz, zlozyc zyczenia rodzinie, odwiedzic dalsza rodzine i doczekac do konca swiat... ja tam wole sie zabawic... dzis mija miesiac odkad zaczelem smucic w tym pliku 14 04 2001 wczoraj zabladzilem, biegalem po swiecie probujac odnalesc droge jednak, wszystkie drogi byly takie same, niewiedzialem co zrobic, usiadlem zagubiony, czekajac, zibaczylem wreszcie cel, lece w kosmos... studnia z duszami chyba sie przelewa, to sa dusze bezdomne, ciala juz dawno zgnily a w niebie zabraklo miejsc, w piekle powiedzieli, ze maja juz kazdy mozliwy rodzaj zla i nikogo nie przyjmuja, blakaja wiec sie dusze po swiecie, przesladuja zywych, ktorzy wiedza co ich czeka i na sile probuja przedluzac zywot swojego ciala. marwe miasta, martwe kraje, martwa planeta, martwy wszechswiat... czasami brakuje mi miejsca na mysli w glowie, roznorodnosc form i kierunkow, ktora wybrac? ktora bedzie miala sens. wierze, ze podazam wlasciwa droga, wlasciwa dla mnie, przeciez wszyscy nie musimy sie zgadzac. pozytwne myslenie polega na skoncentrowaniu sie na milej rzeczy w przyszlosci,a jesli ja nie widze pozytywnych rzeczy w przyszlosci? mam brac prozak? czy wreszcie cos zmienimy? ale przeciez nikt dupy nie ruszy, zeby cos zrobic bo jestesmy za leniwi i czekamy az roboty wymysla, ktore to posprzataja, a pozniej dzieci beda sie bawic w terminatora i ofiary. za dziesiec minut rozpoczyna sie fajny film 'sabrina', nie wiedziec czemu lubie takie filmy, bo zabieraja mnie do innej rzeczywistosci, rzeczywistosci innych ludzi, kiedys ludzie czytali ksiazki i pracowala wyobraznia ale teraz nie maja czasu bo musza pracowac na podatki. przez pol zycia aby przezyc 10 lat (gora) na emeryturze. musze przyznac, ze to wyjatkowo ciekawa perspektywa. ale nie bede jej komentowal. domofon... male zamieszanie kazdy na cos czeka eee. to nie do mie moge znow zaglebic sie w swiat wlasnej glowy swieta wielkanocne to jakas pomylka, czuje sie jakby to bylo boze narodzenie, tylko kurczaki zjadly choinke, dobrze, ze na wielkanoc niema zadnych wielkanocnych koled... raz w roku wystarcza... dieta oparta na cukrze pozytywnie wplywa na humor... 13 04 2001 wkurzaja mnie ludzie, ktorzy wpiepszaja sie w nieswoje sprawy, uwazaja, ze sa jacys wyjatkowi przy czym sami w zyciu nic nie osiagneli, wogole nielubie jak, ktos mowi mi co mam robic ze swoim zyciem... fajna data, w dodatku piatek... dla mnie 13 nigdy nie byl pechowy, 14 - tu trzeba uwazac, pamietam, ze juz w szkole podstawowej zawsze mialem pecha czternastego. moze dlatego, ze zadowolony, ze trzynastego nic sie nie stalo zbyt luzno do wszystkiego podchodzilem... a wiec jutro moze wydzarzyc sie cos zlego... przyszedl wlasnie rachunek od kochanej telekompromitacji... znalazlem kupon lotto z przed czterech lat - niby nic takiego ale byl wyslany 13go w piatek - i oczywiscie nic nie wygralem, dzis skresle te same liczby ... do trzynastu razy sztuka jak to mowia hlehle ostatnie dwa dni to najdziwniejsze dni jakie przezylem od dlugiego czasu, tylu nowych znajomych, tyle nowych miejsc, tyle mysli, taka wielka szkoda, ze aparatu nie mialem. Gdy przypomne sobie to wszystko, to niemoge uwierzyc, ze to zdarzyo sie naprawde... Chcialbym wygrac te klika zlotych, moglym pojechac gdzies, zobaczyc jeszcze wiecej, chcialbym pracowac jako kierowca, niech dadza mi samochod, niech mnie wysylaja gdzie tylko chca - pojade, pojade bo uwielbiam jezdzic samochodem, kocham samochody, samochod to chyba najlepszy wynalazek ... no moze jeszcze komputer, jazda samochodem to czas gdzie rozwijaja sie w nas wazne cechy, odpowiedzialnosc, wyobraznia, opanowanie, spostrzegawczosc, skupienie... zawsze dziwilem sie amerykanom - jak oni moga jezdzic z automatyczna skrzynia biegow, przeciez to nudne, nieekonomiczne i po pewnym czasie mozna stracic instynkt kierowcy - wszystkiego samochod za nas nie zrobi. i wogole te drogi - 500 mil na wprost, boring... polskie drogi przynajmniej sa ciekawe, kazdy narzeka, ale ja uwielbiam ich kretosc i szczuplosc, nie mowie o drogach w miastach, tam panuje zupelnie inne zjawisko - chaos - ale tez przyjemny, masz radio i stoisz w korku, wyluzuj, posc muzyczke i pomysl, ze inni duzo daliby za to zeby teraz siedziec w samochodzie... 12 04 2001 mam nadzieje, ze przetrwam do jutra i nie bedzie to moj ostatni wpis... 11 04 2001 wiecie na czy polega problem z kobietami i nami? na tym, ze kobiety potrafia tylko myslec o tym co czuja, a my nad tym co zrobic aby one wreszcie cos poczuly. a gdzie ta szczerosc i wzajemna potrzeba przejscia przez zycie??? niema! dzisiaj liczy sie w 99% interes. mam nadzieje, ze sie myle.... zwiedzal, ktos kiedys swiat noca? niezly czad, polecam dziwne miejsca,basztu, fortece, wzgorza .... mozna zobaczyc swoj cien na chmurach, gadac z echem, rzucac kamieniami w przepasc, wystraszyc sie wlasnego cienia... 10 04 2001 "Przed poludniem znow wlaczaja mgielnice, tym razem na mniejsza moc: mgla wciaz jest gesta, ale widze co nieco, jesli wyteze wzrok. Pewnego dnia przestane go wytezac, poddam sie zupelnie i zgubie we mgle..." for muder 09 04 2001 Szwedanie sie po domu bez celu, totalna nuda, moze nam dostarczyc ogromnej przyjemnosci, wystarczy przypomniec sobie moment kiedy o tym bardzo marzylismy. Poniedzialek - wiele ludzi dzis mialo pecha, dola itd. tylko nie ja. Jest dzis cos wemnie co pozwala miec nadzieje, moze udany weekend? Dobrze czasem dostac taki list: czuje sie kurwa do dupy, milosc to jakies pojebanstwo... mam juz tego wszystkiego dosc... po co ja w ogole kurwa zyje? po to zeby powiedziec cos od czasu do czasu? albo po to zeby sobie polezec na trawie? a moze po to zeby zarabiac pieniadze? to jest jakas pierdolona mistyfikacja... to wszystko co nas otacza to jakas sciema. ja nie wierze ze swiat zawsze byl taki chujowy, ze zycie zawsze bylo takie popierdolone... tylko gdzie sa tamte zamierzchle czasy kiedy wszystko bylo ok? musialy do cholery kiedys byc... nawet woda zeby sie zagotowala musi byc zimna... tak samo cos co sie zjebalo musialo byc w porzadku... prawda? w dupe z tym wszystkim. nic mi kurwa nie przychodzi madrego do glowy... siedze nad projektem biura nieruchomosci, nic nie robie nic nie mam i nie widze przyszlosci... gdzie ona jest do kurwy nedzy? jutro? pojutrze? a moze juz byla tylko ze ja bylem za slepy kurwa zeby ja zauwazyc? to dlaczego nie zostalem przy narodzinach obdarzony tym zajebistym darem dostrzegania mozliwosci i szans zyciowych? jestem pojebany i chuj. chuj w dupe wszystkim normalnym chujom... ja sie z nimi nie bujam to dokladnie przeciwnosc tego jak Ja sie dzis czuje. To dziwne ale ludzie potrafia smiac sie z takich rzeczy. Jutro tez jest dzien. Jutro wszystko bedzie dobrze. Jutro bedzie najszczesliwszy dzien w moim zyciu. Dzisiaj musze tylko miec nadzieje... dzisiaj mam nadzieje... 08 04 2001 Zycie jest tak niesamowite, miliony spraw, miliony ludzi, miliony powodow, miliony par i milion samotnych to tak niewiele ale z tego sklada sie zycie. Czesto niedoceniamy tego wszystkiego co jest wokol, stajemy sie egoistami w swiecie egoistow. Jest wiele ludzi, ktorzy swym cieplem, dobrocia probuja wypelnic pustke w otoczeniu jednak przygniatami sprawami codziennymi pozostajemy na to obojetni a z czasem przestajemy to rozumiec. Nigdy nie chce stac sie kims takim... Zabawne jak odleglosc zbliza ludzi... czasami mieszkamy obok wspanialej osoby przez 20 lat i poznamy sie dopiero gdzies daleko. muzyka z przeszlosci nigdy nie kojarzy sie z nieszczesciem - greatest hits weekend na emtiwi to naprawde wspanialy pomysl 06 04 2001 Zaczal sie kolejny dzien .... dzien trwa nadal .... ciekawe jak sie skonczy ..... jest piatek ..... zawsze inaczej sie konczy ..... moze dzis dla odroznienia poogladam televizje .... wczoraj odgladalem televizje .... dzis jest piatek ..... homo ludens cierpi na chroniczny brak pieniedzy ...... fuck! Zwrot akcji o 180 st. ... jest impreza ... dlaczego jutro bede myslal 'czy bylo warto?', ' co ja narobilem?'.... czy warto tak myslec? niewarto, ale jednak tak myslimy. Dlaczego? w glebi czujemy, ze moglismy robic zupelnie cos innego, i moze tamto byloby lepsze, moze nie wykorzystalem dnia zycia jak nalezy? moze nie bylem z kims z kim powinienem, moze... gdzie jestes ? kim jestes? naprawde liczy sie to aby z kims cos robic, niewazne co, wspolnie - kazdy chyba to lubi? oczywiscie nie zawsze, ale wiosna ... ja ide do ludzi, bede pierdolil bzdury do obcych, bede sie bawil, dzis naprawde musze sie zabawic, to wychodzi zemnie, muzyka, muzyka,wiecej muzyki, glosniej,glosniej, glosniejsza muzyka,szybciej, szybcie, szybsza muzyka - a jutro winamp zagra Air i wszystko powoli wroci do normy, aby wieczorem znow zaszalec... poki mozna.... 05 04 2001 Dzisiejszy film to totalny odlot, jakis pies sasiadki mnie nie poznal i na schodach na mnie szczekaj tak glosno se chyba jakas szyba pekla. Slyszal ktos kiedykolwiek taka kapele jak 'Lzy' ? Ale numer z piosenka ' zabij sie' - downward spiral NIN w polskim rockowym wydaniu. Wogole to bajera z ludzmi...... czego oni wszyscy chca??? 04 04 2001 Naprawde dziwne i skomplikowane to zycie, czlowiek sie nudzi i chce zeby cos sie dzialo, gdy cos sie dzieje narzeka, ze niema spokoju, gdy ma spokoj nudzi sie, jak sie nudzi chce zeby cos sie dzialo ... ia tak przez cala wiecznosc... Ogolnie to dzis byl taki sobie dzien, humoru nie mialem na krzyczenie w stylu 'jak mi dobrze' ale nie mialem jakis przesadnych dolow, znalazlem sobie niezle zajecie i wszystko dobrze szlo do momentu kiedy wyjrzalem za okno i zobaczylem Jego - nienawidze go, maly tepy kryminalista. Naprawde nikomu nie zycze zle ale jest kilka osob, ktore chcialbym aby umarly, to wcale nie egoistyczny punkt widzenia bo podobnie mysli wiele osob - ale taki gosc ma dobrze, ma w dupie prawo, ludzi, policje, moralnosc i cala palete uczuc ludzkich. Dla niego wiosna to tylko dobry okres na dziesiony - ma zolte papiery, zolte zeby i pierdoli wszystko. I tak duzo jest zla na swiecie ale gdyby te kilka osob, kazdy ze swojego otoczenia wyeliminowal byloby duzo, duzo lepiej. Mozna szalec za mlodu - po to jest mlodosc ale w jakis ludzkich granicach. ... qrna, caly humor mi zepsul... 03 04 2001 Ten dzien to jeden z lepszych dni jakie przezylem od dawien-dawna. Rano tj ok 10:00 wypadalo wstac, wiec wstalem i okazalo sie, ze mam nieslychanie dobry humor. Przez reszte poludnia szwedalem sie od winampa do balkonu i kuchni, troche tvzji, coz ale co moze robic czlek caly dzien w domu? Okolo 16pm wybralem sie na dzialke bo mialem spalic jakies galezie. Zaopatrzony w chleb i kielbase wyjechalem z domu. Na dzialce bylo troche ciezko poniewaz drzewo na ognisko trzeba bylo przeniesc okolo 30m, a bylo go raczej duzo, niestrudzony przez 30 min nosilem to drzewo, pozniej lamalem i palilem, bliski wycienczenia nie bylem juz sam - sonsiad sie dolaczyl, zjedlismy kielbase i z glowa wypelniona jedynie widokiem zimnego piva wyruszylismy w kierunku osiedla. Tak wlasnie wyobrazam sobie emeryture ale to dopero za prawie pol wieku...:-( To bardzo dziwne uczucie kiedy wspomina sie szkole, pamietam, ze nigdy nie przepadalem za nia a teraz naprawde duzo dalbym za to zeby To wrocilo. Najlepsze co moze przezyc mlody czlowiek - gory, muzyka i czinkleczento... W zyciu zrobilem naprawde wiele glupstw ale tylko jednego zaluje ... Y2K sux... Czasami mysle ze nigdy nie bedzie juz wspaniale jak kiedys... wiem, wiem ale to takie glupie uczucie... wiem, ze moze byc tylko lepiej ... i bedzie... musi byc...Wlasnie znalazlem rozwiazanie wszystkich moich problemow - poprostu mi sie nudzi tylko problem polega na tym, ze nie wiem co robic ... kazdy chyba chcialby robic to co lubi i dostawac za to pieniadze... szkoda,ze tak nie jest... Dzien jednak skonczyl sie wysmienicie - mam nowe mptrojki, duzo nowej muzy(dokladnie 666 hehe), jutro ma padac, niech pada... ale tylko jutro... 02 04 2001 Moja mama wczoraj mowila mi zebym pomalowal balkon, mysle cool, wstane, umyje sie, wszyscy wyjda puszcze sobie muzyke i pomaluje ten balkon, naprawde mialem na to ochote, pomoc rodzinie, zrobic cos zeby po jakim czasie moc powiedziec 'ten balkon to ja pomalowalem', otoz jak sie obudzilem okolo 9:30 mama z entuzjazmem informuje mnie, ze nie musze malowac balkonu, bo Ona juz pomalowala... troche sie wkurzylem i zawiodlem, dobrze, ze musze isc jeszcze na dzialke pozbierac jakies galazki i zagrabic liscie... zostawie sobie to na jutro, dzisiejszy dzien jakos przezyje... Przez ostanie miesiace na ulicach nie bylo zywego ducha, bylo zimno i wszyscy siedzieli w domach, nawet dzieci ze szkol wracaly jakos tak szybko, swoimi sciezkami, dzis widac setki dzieci, jakas dziewczyne czytajaca ksiazke na lawce, ktos w samej koszulce, nawet widzialem pszczole, dziwne... w tym wszystkim jest energia, zycie, ...znam wiele osob, ktore na To niezasluguja... 01 04 2001 Przechodza czasem kolo mnie kobiety - wizje i sny - spogladam na nie plomieniami zrenic szepcac: to ty!... Lecz one ida dalej, mym zludzeniom zadajac klam, a ja, z zawodem nowym i gorycza, znow jestem sam. ... wczoraj byla sobota... |
| DOPEARTS.REPUBLIKA.PL |